Częściej patrzę się na Wschód, chyba patrzę tam od zawsze…

po prostu blog

Archive for the ‘ZSRR’ tag

MiGiem

without comments

Kiedyś widziałem zdjęcie w kolorze z tym samolotem. Dwa lata później, wieczorem szukałem tego pomnika. To był błąd. Ciemno, zgubiliśmy się i jeszcze zmarzliśmy. Napotkani ludzie oczywiście odpowiadali: nu ja nie znaju. Następnego dnia ponownie powtórzyliśmy poszukiwanie z mapą. Przed mińskim gimnazjum stał oto monument. Nie ukrywam, ale mam bzika na punkcie takich obiektów. Najchętniej to bym tylko takich szukał na wschodzie. Pomniki, płaskorzeźby, monumenty i rzeźby. Ten był pierwszym tego typu. Białoruś (zapewne to dopiero początek) lubuje się w takich sprawach. Chciałbym za czasów przedszkolnych mieć takiego MiG-a na podwórku (tutaj chodzi tylko o samolot, nie o żaden kult bohaterów sowieckiego lotnictwa). Jeszcze tylko rzut z daleka w kolorze:

Wrzuciłem też klika zdjęć z Mińska na fotobloga.

Written by Robert Danieluk

Styczeń 7th, 2010 at 10:41 pm

Książki o katastrofie czarnobylskiej w Polsce. Część I.

with one comment

Chciałbym wam zaprezentować tytuły na polskim rynku, które odnoszą się do tematu katastrofy czarnobylskiej. Niestety tych książek nie jest wiele nad czym bardzo ubolewam, ale liczę, że z czasem będzie więcej informacji o tej katastrofie, promieniowaniu czy bezpieczeństwie związanym z atomem.

Mieczysław Ślesicki – Awaria

Szczerze to warto ją mieć, przeczytać i wracać. To “fikcyjna” akcja która ma miejsce w kwietniu 1986 roku. Jeden z pracowników instytutu radiacyjnego w Świerku pod Otwockiem, odkrywa wzrost promieniowania na terenie Polski. Książka porusza aspekty propagandy PRL-u, a także inne ciekawe smaczki związane z podziemiem no i co najważniejsze…z Czarnobylem.

Mieczysław Ślesicki – Gniazdo

Druga pozycja Mieczysława Ślesickiego. Jest to książka “dla młodzieży” która opowiada o pewnej wiosce, która ma ustąpić miejsca nowej elektrowni atomowej w Polsce (książka oparta o wydarzenia w 1986 roku). Temat na czasie, który porusza bezpieczeństwo i nastawienie władz do mieszkańców PRL-owskiej wioski.

Mary Mycio – Piołunowy Las

Postawił bym ten tytuł na samym początku podstawowych lektur o “Czarnobylu”. Oczywiście słowo Czarnobyl jest tu tylko symbolem tego co działo się w kwietniu 1986 roku i trwa po dziś dzień. Mary Mycio jest amerykańską dziennikarką pochodzącą z Ukrainy. Opisuje ona wpływ promieniowania na naturę, która pod wpływem wyludnienia zony jest miejscem wręcz idealnym dla ożywienia natury. Sama strefa wyobcowania jest największym nieoficjalnym rezerwatem przyrody w Europie. Książkę polecam. Proszę nie zrażać się chwilowymi naukowymi podejściami do sprawy, ale “Piołunowy Las” to elementarz każdego kto zoną się interesuje, wybiera się do niej czy po prostu nią żyje.

Ryszard Szepke – Promieniowanie jest wśród nas

W tej części prezentowanych tytułów najbardziej naukowa książka. Dużo informacji o wpływie promieniowania na otaczający nasz świat. Nowsze wydanie książki zawiera informacje o Czarnobylu.

CDN.

Książki pochodzą z mojej małej kolekcji książek o wydarzeniach z 1986 roku. Zdjęcia i tekst pochodzi natomiast z notatki facebookowej Kiryła Radyacji aka Doktora Radyacji.

Pałac Kultury i Nauki

with 3 comments

Stoi w Warszawie od 1955 roku. Napiszę więcej! Stoi w samym centrum miasta! Ostatnio na łamach pewnej gazety (której nie kupuję i nie planuję) wybuchła dyskusja o prezencie ZSRR dla Warszawy. Wielu młodych i starych artystów, architektów, ludzi aktywu społecznego chciałby go zmienić, umyć, wymyć, przebudować, schować, a nawet zburzyć (wysadzić, wyeliminować). Studenci szkół wyższych, policealnych i średnich kreślą już projekty jak by tu go…no właśnie: zmienić, umyć, wymyć, przebudować, schować, a nawet zburzyć. Z tego co wiem Pałac to zabytek, a ich się nie burzy. W ogóle to nie wiem po kiedy ten cały szum. Powinno się go umyć jak mówi Matt Watt, warszawski społecznik. I jestem ZA! Jak by wyglądał podczas Euro?

50-te urodziny Pałacu Kultury i Nauki. 2005.

Wszystkim tym, którzy chcą go zburzyć, proponuję stuknąć się w łeb!Teraz kiedy Polska odzyskała kolejną niepodległość, wszyscy chcą usuwać symbole poprzednich czasów. To popieram, bo czerwone gwiazdy, sierpy i cierpy nie przypominają niczego dobrego.  Jednak kiedy w centrum miasta stoi taki kolos to trzeba się zastanowić nad działaniem. Po pierwsze Pałac to nie tylko bryła, a wnętrze. Ten kto nie był to nie ma zielonego pojęcia o tym co jest w środku. Ja lubię socrealizm w architekturze, ale bez przesady. Po drugie Pałac (Pajac, Pekin) to wizytówka tego miasta i niech ktoś się ze mną nie zgodzi?Jak by współczesna Warszawa wyglądała bez niego? Jak by wyglądało moje dzieciństwo? Lecz gdybym to ja wybierał czy Pałac, czy metro. Wybrał bym metro :)

Proponuję w takim razie artystom wszelakiej maści skoncentrować się nad zagospodarowaniem przestrzeni wokół Pałacu, a nie wizję (jak że tandetą) przemalowania. Wystarczy spojrzeć na stare fotografie, na których widzimy czysty budynek. Robi wrażenie. Ja Pałac lubię by czasem mieć go dosyć. Czy go zakryć? Nie wiem. Trzymam kciuki by w końcu coś zaczęło się dziać, a nie KDT, bezdomni w krzakach i nicość. To miejsce ma ogromny potencjał.

Znając życie i tak nic się nie zmieni.

Written by Robert Danieluk

Listopad 15th, 2009 at 10:57 pm

Karton pełen pism

with 5 comments

Przy Niedzieli (kiedyś to był zupełnie inny dzień) zająłem się sprzątaniem historycznych fantów u mojej Mamy. Było tam wiele siatek, pudełek i innych wytwornych miejsc do upychania rzeczy. W jednej z siatek były pisma o fotografii z lat 60-tych. Między nimi było kartek, innych pism, które w żaden sposób nie przydadzą mi się w przyszłości. Jak człowiek przez wiele lat potrafi gromadzić rzeczy, które mu się kompletnie nie przydają, nie przydadzą i nie przydawały. Dopiero kiedy się sprząta tu przeprowadza widać ogrom tych fantów. Gdzieś między polskimi tytułami natrafiłem na radziecki tytuł fotograficzny “Sowietskoje Foto“. Zapomniałem o tym na śmierć. Parę lat temu na allegro kupiłem kilkanaście polskich tytułów i to dostałem w gratisie od sprzedawcy. Pomyślałem, że warto były bo się tym podzielić, nie wszystko lecz tak na smak pokazać co w 1984 roku, radziecka branża pokazywała. Kiedy oglądam takie fotografie zastanawiam się dlaczego dziś podobne obrazki są zupełnie inne?

Poprzednia epoka odeszła, radzieccy fotografowie społeczni też pewnie gdzieś się tam zakumulowali. Jednak pozostawili po sobie miliony fotografii przedstawiających tamte czasy. Pewnie milionami zdjęć podcierano miliony sowieckich tyłków. Jednak kiedy mam w ręku takie pisemko, zachowam je i kiedyś jakiś wnuczek będzie to oglądał i dziwił się (oby!), że kiedyś tak było na wschodzie. Może się i mylę, ale pewnie gdzieś mentalność takiego sposobu fotografowania pozostał, ale ja tego nie widzę. Nie mam obecnie dostępu do współczesnych tytułów rosyjskich. Fotografia cyfrowa jest wszędzie taka sama, więc zapewne wszystko wygląda jak w Polsce. Mimo wszystko bardziej sobie cenie fotografie zrobione tam jak tu. Może dlatego, że ich miejsc nie znam i są dla mnie nieodkryte i nie jest sposobnością odkryć je wszystkie.

Pismo. Tytuł. Wehikuł czasu. Zaprezentuje kilka skanów.

Spośród zamieszczonych fotografii wpadł mi jeden kadr, który według mojej oceny podkreśla styl całego pisma. Pokolorowałem je tandetnie, bo przecież dla tych ludzi te medale były powodem do radości.

Cieszę się, że te fotografie są nieruchome. Nic z nich nie krzyczy, nie ma propagandowych wzniesień. Fotografie pozostają nieruchome, a czas będzie je niszczył.

Written by Robert Danieluk

Wrzesień 28th, 2009 at 10:47 am

Wychowanie

with one comment

Ta piosenka chodzi mi głowie, wrzyna się i wylatuje. Nie mogę się od niej uwolnić. Muniek mistrz.

Wczoraj na Chłodnej 25 odbył się drugi pokaz zdjęć z wyjazdu do zamkniętej zony czarnobylskiej. Nasunęły mi się różne przemyślenia na temat samego pokazu i zainteresowania tym tematem. Drugi pokaz był dla mnie zupełnie inny. Informacja o pokazie przez TVNwarszawa.pl, trafiło na portal tvn24.pl, więc było ciekawie. Odnotowałem znacznie więcej wejść na fotobloga i bloga, ale nie jest to najbardziej w tym wszystkim istotne.

Wśród komentarzy pozytywnych (za co dziękuję), pojawiły się komentarze negatywne (one też są dla mnie ważne). Pojawiły się komentarze w stylu: po co pokazywać coś co można znaleźć w sieci. Oczywiście, że w sieci jest znacznie więcej zdjęć, ba nawet są ciekawsze i bardziej trafiające w sedno sprawy. Były też komentarze w stylu: pokazane zdjęcia były zbyt powieszchowne, czasem nudne. Lub takie które mówiły wprost: czym się tu podniecać, przecież tam większy ruch turystyczny jak na Mazurach!

Zebrać je do worka i pomyśleć. Lubię krytykę. Konstruktywną. Były opinie na temat samej formy pokazu i od strony technicznej i treści. Ja się zgadzam z wieloma zdaniami i nie mam zamiaru tu w żaden sposób dyskutować. Pisałem na fotoblogu, że zrobienie bardzo dobrego materiału w takim miejscu jakim jest zona, w tak krótkim czasie jest nie możliwa. Rozmawiałem o tym z moim kolegą Piotrkiem Wittmanem, który robił materiał dla Rzeczpospilitej podczas naszego wyjazdu. Nie ma po prostu opcji by zrobić to o czym się planuje w cztery godziny pobytu w mieście Prypeć. Chciałbym pobyć tam miesiąc, być razem z tymi ludźmi kótrzy tam żyją, pracują, przyjeżdzają. Taki materiał by by o niebo lepszy od tego co zrobiłem. Dlatego treścią samego pokazu był materiał poglądowy. Typu: tak tam jest, nie ma mutantów, przyroda żyje, zobaczcie to co ja widziałem. Tyle.

Jeszcze raz dzięki za to, że przyszło zobaczyć te zdjęcia tyle osób.

W głowie mam kolejny pomysł, który postaram się zrealizować. Dziś mamy Wtorek, w Piątek muszę w końcu jechać do Gdańska odebrać dyplom. Mijają już 4 miesiące, trochę długo.

Piątkowo

with 2 comments

Ten kawałek ostatnio chodzi mi po głowie.

A ja zabieram się za ciężką książkę (w zasadzie trzy tomy) “Archipelag GUŁag” Sołżenicyna. Kiedyś przeczytałem jego inną krótką książeczkę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie (Jeden dzień z życia Iwana Denisowicza). Temat Rosji przewija się w mojej głowie. Tak mi się wydaje, że chcąc zrozumieć współczesną Rosję, trzeba znać jej historię. To o czym zaczynam czytać (jakaś tam wiedzę na ten temat posiadam, nikłą ale coś jest) to jestem wręcz przerażony. Władza radziecka (czy inna odmiana tej nazwy) to niczym maszynka do mielenia mięsa. Mentalność tego narodu, budowana na represjach, aresztowaniach i strzałami w tył głowy, nie może rokować na nic dobrego.

Jest to wszystko istotne jeśli nawet kątem oka patrzę na Warszawę. Jeśli ktoś pyta co ma wspólnego Rosja lat 30-tych, ze współczesną Warszawą, to już odpowiadam. Okupacja mentalna i architektoniczna. Tu osiedle mieszkaniowe, wielka płyta, tam pomnik ZSRR. Nie ważne, że przed wojną były tu piękne kamienice (co za różnica czy żydowskie czy polskie). Tu teraz jest piękna Sala Kongresowa. Wszystko takie duże, piękne. Metra nie chcieli bo przecież PKiN większy, widać go z daleka. Taki niczym palec ku niebu, ku socjalizmowi. I dzięki takim decyzjom współczesna Warszawa, jest jak bajaderka. Dobra, ale zrobiona ze wszystkich składników.

To utopia moja, ale jak patrzę na Warszawę przed 1939, to aż moje serce płacze. No lubię Pałac Kultury bo jest duży i ciekawy, symbol tego miasta. Jednak wolałbym wieżowce, stare kamienice. By to miasto nad Wisłą (która dla tego miasta jak by nie istniała) było jak jabłko. Zielone i czerwone. W środku jednolite i smaczne.

Dziś Warszawa nosi w sobie piętno naszych sąsiadów. Może kiedyś to się zmieni. Kto wie? Takie parę myśli. Czas zabrać się do pracy.

Written by Robert Danieluk

Maj 15th, 2009 at 9:51 am